| Starość nie radość ? |
| Redaktor: Monika Wiatowska | |
| 27.01.2010. | |
|
Klimat znowu się ocieplił, „co widać , słychać i czuć". Nadeszła prawdziwa polska zima i zniknął temat świńskiej grypy . Siarczysty mróz załatwi też szkodniki na polach i w ogrodach. Może mniej trzeba będzie do opylania środków chemicznych i nie będziemy musieli tego jeść. W taką zimę z domu wychodzi się z konieczności. Ludzie w podeszłym wieku są skazani na pomoc innych, bo wyjście z domu , gdy wszędzie śnieg i lód grozi złamaniami ,a to może być dla nich tragiczne w skutkach. W styczniu, w ten najtrudniejszy dla seniorów czas obchodzony jest Dzień Babci i Dziadka. Znów zakręciła się komercja i były kwiatki, czekoladki, kawa i ciastka, laurki ,piosenki, a dla zapomnianych babć i dziadków słona łza, bo tak to bywa ze świętami. Media rozpisały się na temat możliwości spędzania przez emerytów wolnego czasu w uniwersytetach trzeciego wieku, klubach seniora, domach dziennego pobytu , bez zaznaczania , że takie możliwości istnieją w miastach i dużych, prężnych gminach. Muszą też być stowarzyszenia , które to zorganizują i wolontariusze , którzy poświęcą swój czas i talent oraz dołożą z własnej kieszeni do interesu (np. na bilety komunikacji lub benzynę , gdy muszą dojechać). Wszystko jest w porządku dopóki starsza osoba jest sprawna, potrafi opuścić dom i pozałatwiać swoje sprawy. Jeśli ma blisko do przystanku, sklepu, przychodni i kościoła , ma sprawny telefon ,może liczyć na pomoc chociażby sąsiadów. Telewizja ostatnio pokazuje los starszych ludzi z wiosek zasypanych śniegiem, gdzie od trzech tygodni nie można podłączyć napięcia. Opatulona staruszka na pytanie ,czy chce się ewakuować ,nie mówi tak lub nie, odpowiada pytaniem: a kto mnie weźmie ? Kubeł zimnej wody wylewa „Gość Niedzielny" z dnia 24 stycznia w artykule „Rozruszać seniora". Na Śląsku działa 90 domów opieki społecznej. Pobyt w takim ośrodku powinien być ostatecznością. " Od 2004 roku pobyt w domu pomocy społecznej jest odpłatny. Kwota pobytu waha się od 1750 do 3860 zł miesięcznie na osobę. Emeryt płaci 70 proc. swoich poborów. Pozostałe 30 proc. to jego kieszonkowe. Brakującą kwotę pokrywa rodzina w ramach obowiązku alimentacyjnego. W przypadku gdy dana osoba nie ma rodziny , bądź jest ona zwolniona z tego obowiązku - opłatę ponosi gmina. (.....) Jest to droga forma pomocy. Poza tym mieszkanie z podobnymi osobami zawsze działa dezaktywująco." Nie nazywajmy domów opieki społecznej domami spokojnej starości , bo spokojną starość zapewnić może tylko własny dom, własne mieszkanie. Księża chodzący po kolędzie i lekarze z wizytami domowymi alarmują , że jest coraz więcej domów , w których mieszkają dwie starsze osoby lub jedna. Rodziny się rozproszyły, jest bardzo mało domów wielopokoleniowych. Wyrosłam w takim domu. Do czterdziestego ósmego roku życia mieszkałam z seniorami : jako dziecko z prababką, babkami, dziadkiem i rodzicami, później z babką i rodzicami. Zawsze ktoś wymagał opieki. Przerobiliśmy stany po wylewach, zatorach , atakach serca. Od najmłodszych lat widziałam co dzieje się z człowiekiem, który zaczyna się starzeć. Było to dla mnie naturalne, nigdy nie przerażało, pomagało się i już. Nasz dom tętnił życiem. Po pracy nigdy nie przychodziło się do pustego domu. Rodzice i Babka to była instytucja. Starsi ludzie potrafią bezbłędnie posegregować problemy, które nas często przyprawiają o ból głowy. Z perspektywy lat i doświadczenia wiedzą ,że nie należy walczyć z tym na co nie mamy wpływu ,że należy przewidywać ,ale nie przejmować się na zapas. Dom wielopokoleniowy często nie daje mieszkaniowego komfortu, trzeba się liczyć ze słowami , nie być wścibskim i szanować wzajemnie poczucie intymności. Jeśli przestrzega się tych zasad to w takim domu Dzień Matki, Ojca, Babki, Dziadka i Dziecka trwa cały rok. Nie każda rodzina dysponuje domem. Rodziny są rozdrobnione. Mieszkają w różnych dzielnicach , miastach, krajach. Są jednak takie, że rodzic staruszek do ostatniej chwili ma się dobrze i umiera we własnym domu, bo rodzina potrafi się dogadać. Rodzice często unoszą się honorem i nie zadają dzieciom pytania : starzejemy się , co z nami będzie, jak wy to widzicie ???? Do domów opieki społecznej powinni trafiać ludzie, którzy nie mają nikogo, a jeśli jest rodzina to powinny to być sytuacje wyjątkowe . Żyjemy coraz dłużej. Dożycie tzw setki nie jest dzisiaj fenomenem. Oferta handlowa dotycząca chociażby ubrań lub butów dla ludzi 55+ jest beznadziejna. Handlowcy nie wiedzą ,że sylwetka człowieka zmienia się w wieku poprodukcyjnym. Nawet jeśli ktoś jest szczupły i zachował wagę nastolatka to nie ubierze tego co oferuje większość sklepów, bo w tym wieku wymagana jest linia klasyczna i stonowane kolory, chyba że na własne życzenie starsza pani lansuje styl „a la dzidzia-piernik", ale to już jej wybór. W pewnym wieku u każdego zaczynają się odzywać różne dolegliwości i zaczyna się wędrówka po lekarzach. Telewizja pokazuje potężne kolejki zmęczonych śmiertelnie starszych ludzi , którzy po wielu miesiącach oczekiwań pragną dostać się do specjalisty. Jeśli będzie mi dane się zestarzeć chciałabym ,aby w przychodni rejonowej był mały zespół lekarsko- rehabilitacyjny , który leczyłby chorobę nazywaną starością i pomagałby mi zachować sprawność fizyczną i psychiczną jak długo się da. Na starość z większości schorzeń się nie wychodzi, można je tylko łagodzić i nauczyć się z nimi żyć. Lekarz stawiałby diagnozę ,przepisywał leki i badania, psycholog przekonał do regularnych ćwiczeń fizycznych u rehabilitanta, aktywnego życia i jedzenia tego co na kartce napisałaby mi dietetyczka. Na ten czas musimy to między bajki włożyć. Ten kto rozwiąże problemy służby zdrowia w naszym kraju ma zapewnioną sławę i miejsce w panteonie wielkich postaci. My pacjenci chcielibyśmy leczyć się skutecznie, szybko i za darmo, a białe fartuchy chcą zarabiać godziwie, bo jakby na to nie patrzeć , majstrują przy ludzkim zdrowiu i życiu ,a nie przy starym rowerze. Dzisiejsza medycyna to nie aspiryna i rycyna tylko połączenie nauk medycznych z elektroniką, informatyką i robotyką, a to kosztuje niewyobrażalnie. Jest jak jest. Aby zachować sprawność musimy sami dużo się ruszać, bo inaczej wyhodujemy słoninę na brzuchu i pumeks w kościach. Dzielnicowe domy kultury organizują aerobiki, cena za godzinę gimnastyki na szkolnej sali gimnastycznej symboliczna , u nas 7 zł. Na początku jest kilkadziesiąt osób, potem cztery lub pięć. Przyczyna absencji jest taka, że my po prostu potwornie nie lubimy się zmęczyć . Wymyślamy super teorie ,byle tylko ręce i nogi miały święty spokój. Nie chce nam się wyjść z domu , lepiej posmarować się maścią i siedzieć przed telewizorem. Jest godz. 18.00 . Na dworze ciemno , śnieg, mróz i temperatura -14 stopni. Moja koleżanka już czeka. Idziemy poćwiczyć do szkoły, pół kilometra szybkim krokiem. To już szósty rok . Chodzimy dwa razy w tygodniu. Oby jak najdłużej. |
|
| Zmieniony ( 27.01.2010. ) |