Uniwersytet Trzeciego Wieku

O Uniwersytecie
Aktualności


Licznik odwiedzin: 29556

Piekary Śląskie
  Logo "Nasze Piekary"
Stowarzyszenie
"Nasze Piekary"
ul. Bytomska 105
41-940 Piekary Śląskie
NIP: 498-022-44-88
REGON:278233770

Archiwum Wiadomości

Stowarzyszenie Nasze Piekary
Uniwersytet Trzeciego Wieku
Zwyczaje i obrzędy doroczne w okresie adwentu. PDF Drukuj Email
Redaktor: Monika Wiatowska   
08.12.2009.

Prezentujemy tekst  referatu wygłoszonego przez  mgr Teresę Walosczyk,  polonistkę  i historyka , nauczycielkę w Szkole Podstawowej nr 11 w Piekarach Śląskich na Spotkaniu Adwentowym Stowarzyszenia  „Nasze  Piekary",  2 grudnia 2009 roku.    

                      *********************************************************************

               Adwent to czas pobożnej zadumy, powagi, czas gorliwszych praktyk religijnych, a zwłaszcza modlitw za zmarłych. Wydawać by się więc mogło, że jest to czas pozbawiony zwyczajów i obrzędów ludowych. Tymczasem, po bliższej analizie tego okresu można stwierdzić, że jest ciekawym i bogatym w kulturze ludowej.

 Z pierwszą niedzielą adwentu rozpoczyna się nowy rok kościelny . Staropolskim obyczajem czyniono przy tej okazji różne wróżby i przepowiednie. Szczególną uwagę zwracano na sny, bowiem na ich podstawie przepowiadano sobie przyszłość Wierzono, że to, co się śniło w pierwszą niedzielę adwentu, było wróżbą na cały pierwszy kwartał, co zaś się śniło w następną- dotyczyło drugiego kwartału itd. Rozmaicie wyjaśniano sobie te sny, lecz na ogół tak, aby wypadły jak najbardziej obiecująco dla każdego .Nieraz te same sny były interpretowane zgoła odmiennie, np. jeżeli się komuś przyśniła zielona łąka, to według jednego poglądu oznaczała szczęście i radość w danym okresie, według innego- na odwrót smutek i frasunek.

 Dawniej powszechnie, a dziś już tylko sporadycznie, praktykowany jest zwyczaj zrywania gałązki jabłoni, wiśni lub śliwy w pierwszą niedzielę adwentu. Jeśli na gałązce rozwiną się pączki, które później zakwitną  do Bożego  Narodzenia, wróży to pomyślny, zdrowy i urodzajny rok.  Gałązka taka- wierzono-  może też wskazać, kto we wsi jest zmorą. W tym celu gałązkę należy zabrać do kościoła na pasterkę

 Z okresem tym, a zwłaszcza z roratami, związana jest bogata grupa dawnych opowieści wierzeniowych o ognistych chłopach, zjawach dusz zmarłych i pokutujących, które  ukazują się najchętniej gdy jest mroczno i deszczowo, a więc w adwencie. Dobre ogniki pomagają ludziom  i przeprowadzają przez trudno dostępne miejsca, oświetlają drogę chłopom powracającym z pańszczyzny, towarzyszą samotnym nocnym podróżnym itp.

Jedna z takich opowieści donosi, że po skończonym nabożeństwie roratnim, jeszcze po ciemku, wracające z kościoła  panny na wydaniu zwykłe były zaczepiać napotkanych mężczyzn, okręcać ich swawolnie dookoła i wołać  roracie, roracie, jak na imię macie? Z odpowiedzi dowiadywały się, jak będzie mieć na imię ich przyszły małżonek.

 Ze mszą roratnią był  związany jeszcze jeden zwyczaj, a mianowicie zapalanie świec w stojącym na ołtarzu siedmioramiennym świeczniku. Oznaczały one króla i sześć polskich stanów-biskupa, przedstawiciela senatu, ziemianina, wojskowego mieszczanina, kmiecia. Zapalali je kolejno przedstawiciele tych stanów, składali ofiarę pieniężną na ołtarzu i wypowiadali uroczystą formułę-gotowy jestem na sąd boży. Ten polski obyczaj zapalania świec na ołtarzu uwieczniony został w utworze Ludwika  Kondratowicza- Syrokomli.

 Występowały też obrzędy adwentowe charakterystyczne dla poszczególnych regionów.

Na Mazowszu i Podlasiu początek adwentu obwieszczało głośne trąbienie na ligawach - długich drewnianych trąbach. Na Podkarpaciu były to trombity, na Pomorzu- bazuny, w innych częściach Polski -rogi. Wszystkie te instrumenty wykonane były z drewna i charakteryzowały się  potężnymi rozmiarami- od 1,5 do 3m. Granie to nazywane było trąbieniem na adwent lub otrąbianiem, czyli ogłaszaniem adwentu. Dla lepszego efektu trąbiący stawał przy studni, aby echo potęgowało wygrywany sygnał. Był to znak ,że mają zamilknąć instrumenty muzyczne, najlepiej jest zamknąć je na klucz w skrzyni lub schowku.

W Krakowie podczas adwentu kapela na instrumentach dętych grywała hejnały z wieży mariackiej na pamiątkę słów pisma św. Śpiewaj trąbą Syonie, czyli zapowiedzianego wezwania Archanioła na Sąd ostateczny, gdy Chrystus przyjdzie powtórnie.

Ustać powinny zabawy i wszelka wesołość, należy zrezygnować z hucznych wesel i zabaw.

Na Pomorzu i Kaszubach już w adwencie rozpoczynały się obchody świąteczne Bożego Narodzenia. Po wsi chodzili przebierańcy zwani Gwiozdkami, a przewodził im Gwiozda w ubraniu ze słomy, w towarzystwie Gwiżdża, który gwizdał głośno dzieciom na  postrach.

Wśród przebierańców  byli też  Żandarm-Szinder, kominiarz, baba, dziad, Żyd, Cygan, diabeł-Purtk, Śmierć oraz osoby w maskach zwierzęcych konik, bocian, niedźwiedź. Do ekwipunku Gwiozdy należał bat pleciony do straszenia niegrzecznych dzieci, czasem bębenek i piszczałka oraz worek z suszonymi jabłkami, gruszkami, rzepą i cukierkami, którymi nagradzał wzorowe zachowanie i dobrą znajomość  pacierza. W niektórych okolicach pochody Gwiozdek trwały przez cały adwent Wszędzie zaś pojawiały się w domach w wieczór wigilijny- ostatni adwentowy wieczór.

 Pięknym zwyczajem była na wsi tzw. Szara godzina. Pod wieczór, gdy już skończono codzienne zajęcia gospodarskie, gdy robiło się szaro, coraz ciemniej, wszyscy domownicy- dziadkowie, rodzice i dzieci, zbierali się w kuchni przy piecu. Nie zapalano lampy. W półmroku rozważano w ciszy swoje życie, zastanawiano się nad nim, modlono się w ciszy i wspólnie śpiewano pieśni adwentowe. Starsi, szczególnie dziadkowie, opowiadali dzieciom, wnukom, jak to było dawniej, jakie były tradycje i zwyczaje. Przypominali też dzieje naszej ojczyzny.

 W latach międzywojennych na Górnym Śląsku , w tym również w niemieckiej części Śląska Opolskiego, powszechnym zwyczajem było zawieszanie w domach w pierwszą niedzielę adwentu wieńca uplecionego z jedliny lub świerku. Wieszano go  pod lampą nad stołem. Jego wykonaniem trudniły się zazwyczaj dziewczęta. Wieniec, którego rozmiary były różne, lecz na ogół nie przekraczały 30 cm. średnicy, opleciony był czerwoną wstążką, czasem ozdobiony kupnymi grzybkami z masy lub pozłacanymi szyszkami. Nieraz przyczepiano na wstążce kartonową gwiazdę ,która zwisała kilkanaście centymetrów pod wieńcem płaszczyzną równolegle do wieńca. Do wieńca przymocowywano  w różnych odstępach- przy pomocy specjalnych uchwytów bądź za pomocą druciku - cztery świeczki , najczęściej czerwone. Wieczorem w pierwszą niedzielę adwentu zapalano jedną świeczkę i śpiewano adwentowe pieśni religijne, poczym świeczkę gaszono .W następną niedzielę zapalano już dwie świeczki,  i  tak kolejno, aby przed wigilią Bożego Narodzenia zapalić wszystkie cztery. W  czasie wieczerzy wigilijnej świeczki te wypalały się do końca, wówczas dopiero zapalano świeczki na choince.

Przed pierwszą wojną światowa powyższy zwyczaj nie był tak popularny w rodzinach katolickich, jak w latach późniejszych. W dwudziestoleciu międzywojennym niektórzy księża zaczęli wieńce adwentowe wprowadzać do kościoła. Zwyczaj ten przetrwał gdzieniegdzie po dzień dzisiejszy .Część chłopów dopiero pod wpływem praktyki w kościołach zaczęła wieszać wieńce w swoich domach.

 Okres adwentu był na wsi czasem spotkań sąsiadek. Przychodziły na nie gospodynie z dorastającymi córkami i podczas spotkania zawsze wykonywały jakieś prace. Najczęściej było to przędzenie nici z lnu i wełny na wrzecionach lub kołowrotkach, darcie pierza, przebieranie fasoli, grochu lub inne podobne roboty.

 

Prządki

Prządkami nazywano na Śląsku przędzenie lnu na kołowrotkach lub wrzecionach. Najstarszy znany nam opis prządek śląskich pozostawił nam  J. Lompa. W domach zbierały się prząśniczki, wesołe dziewczęta i leciwe kobiety a także przybywali chłopcy i gospodarze, aby wspólnie spędzić  długie zimowe wieczory przy kominku na opowiadaniu bajek  lub rozwiązywaniu zagadek. Opisy potwierdzają, że w czasie tych spotkań nie brakowało psot i figli, których sprawcami była młodzież męska oraz starsi mężczyźni. W ostatni wieczór prządek, już po skończonej pracy, organizowano często zabawę taneczną, którą na Górnym Śląsku zwano siudowajkami. Prządki stawały się prawdziwymi ośrodkami życia duchowego wsi oraz ośrodkami polskości.

 

Skubaczki

Skubaczki, podobnie jak prządki, są samorodną instytucją spotkań towarzyskich i zwyczajem gospodarskim. Były one urządzane przez wieśniaczki. W pracy brały udział zarówno starsze kobiety, jak dziewczęta. Cała praca w jednym domu trwała zazwyczaj  2-3 tygodnie, po jej zakończeniu skubaczorki rozpoczynały darcie pierza u innej gospodyni. Pracowano wyłącznie w dni powszednie, zwykle tylko do piątku, sobotę poświęcano na inne czynności gospodarskie.  Czas pracy skubaczorki umilały sobie śpiewaniem, opowiadaniem bajek, przeżyć osobistych a także swataniem młodych par .Dlatego na wschodnich terenach Polski nazywano adwent czasem swadziebnym.

Nierzadko pod okna izby, w której siedziały i gawędziły skubiące pierze kobiety i dziewczęta, podkradali się kawalerowie i straszyli je stykając w szyby i ściany, zawodząc, niczym pokutujące dusze, ukazując w oknie czarną od sadzy twarz albo prezentując się w jakimś dziwacznym przebraniu, w narzuconej na głowę płachcie lub kożuchu, wyprawiając pod oknem różne sztuki i łamańce, których efekt potęgowała ciemność i nocne cienie.

Potem z wielkim krzykiem wpadali do izby i płatali tam różne figle, dmuchając w piórka, przewracając przetaki z pierzem i rozrzucając je po całej izbie, goniąc dziewczyny, śmiejąc się i krzycząc. Spokojne początkowo spotkanie przemieniało się wkrótce w wesołą i hałaśliwą zabawę, podczas której nierzadko pojawiała się krążąca z rąk do rąk i od ust do ust flaszka gorzałki lub garnuszek ciepłego piwa. Kawalerowie zawsze też znajdowali pretekst, aby odprowadzić do domu kobiety, bojące się ciemności, duchów i strzyg, a już zwłaszcza upodobali sobie lękliwe, młode i ładne panny. W obecnych warunkach i czasach dawne

zwyczaje i spotkania należą już do rzadkości i nieuchronnie odchodzą w przeszłość.

 Na okres adwentu przypadają święta -Mikołaja, Barbary i Łucji z którymi związanych było wiele zwyczajów ludowych.

 

Św. Barbara

Według opinii badaczy, dwa stałe wątki-nadanie nowemu rębaczowi skóry górniczej-symbolu górniczej godności-[skok przez łatę i stawianie przez nowicjuszy poczęstunku] i wspólne biesiadowanie, stanowią relikty prastarych obyczajów górniczych.

W wigilię dnia 4 grudnia dziewczęta śląskie czyniły wróżby matrymonialne. Zabiegiem, powtarzanym potem w dniu wigilii Bożego Narodzenia,  było trzęsienie płotu i nasłuchiwanie szczekania psa. Z której strony pies się słyszeć da, z tej strony kochanek przybędzie. Płot takowy musi być przez ojca i syna stawiany, a obaj muszą być jednego chrzcilnego imienia.

Nie wolno też było w tym dniu pracować. W okolicach Skoczowa kobiety wstrzymywały się od szycia, aby nie mieć bolesnego kłucia w godzinie śmierci.

 

Św. Mikołaj

W polskiej tradycji ludowej Mikołaj jest patronem pasterzy bydła i opiekunem ich trzód, które chroni przed wilkami,- jednocześnie jest opiekunem wilków i dba, aby w zimie nie poginęły z chłodu i głodu. Gospodarze i pasterze modlili się więc niegdyś do św. Mikołaja, a w dniu jego święta -6 grudnia- pościli, palili ognie i składali mu ofiary zwane wilkami, wieszając na ołtarzach wieńce z lnu i konopi, kładąc na nich jaja kurze i gęsie i prowadząc na plebanię owce i baranki.

Do powszechnego zwyczaju należało zawieszanie w stajniach małych wizerunków św. Mikołaja. W Głubczyckim utrwalił się zwyczaj objeżdżania konno przez chłopów kościoła pod jego wezwaniem .Było to tak zwane rajtowanie na św. Mikołaja. Zabieg miał chronić dobytek przed nieszczęściem i zarazą, a gospodarstwu zapewnić bezpieczeństwo i urodzaj na polach.

Bardzo ciekawe i oryginalne obchody św. Mikołaja dotychczas jeszcze odbywają się na Śląsku Cieszyńskim, głównie w Jaworzynce i Łąkach, ale także i w innych wsiach Beskidu Śląskiego.

Po wsiach chodzą przebierańcy, którzy formują dwie grupy Białych i Czarnych. W skład Białych wchodzą postacie dobre, a więc św. Mikołaj, biskup zwany Paterkiem, wikariusze i ministranci, aniołowie, doktor, państwo młodzi i ich drużyny. Natomiast do partii Czarnych należą czarne charaktery- diabły z Lucyferem na czele Cygan, Cyganka, niedźwiedź i inni. Obydwie grupy, chodząc po wsi, odwiedzają wszystkie domy. Najpierw wchodzą do domu Biali, prowadzą uprzejmą i ceremonialną rozmowę i śpiewają pieśni o św. Mikołaju. Zupełnie inaczej zachowują się Czarni - ci już od progu skaczą, krzyczą i głośno psocą. W figlach tych celują chodzące w tej grupie diabły, które gonią dziewczyny i starają się ukłuć je swymi ostrymi rogami, a wszystkich domowników wciągnąć do swego szalonego tańca.

Obydwie grupy przyjmowane są chętnie i życzliwie ,bo ich występy zawierają zawsze pewien morał. Przedstawiają rywalizację obydwu grup - Białych i Czarnych, ale także , w podtekście, zmaganie dobra i zła, które kończy się ostatecznie zwycięstwem dobra. Obchody Mikołajów lub Mikołajów Beskidzkich przypominają nieco późniejsze obchody kolędnicze, które w innych regionach Polski rozpoczynały się niegdyś dopiero w dniu św. Szczepana tj. 26 grudnia.

 

Św. Łucja

13 grudnia, dzień  św. Łucji w ludowej tradycji był dniem narodzin słońca i światła. Z dniem tym jest związanych szereg wróżb dotyczących pogody. Ogólnie znana przepowiednia orzeka, iż każdy z 12 dni od św. Łucji do Wigilii przepowiada pogodę w kolejnym miesiącu najbliższego roku. W okresie wróżebnym należało też, według tradycji śląskiej,  rozpocząć odpowiednie zabiegi magiczne. Umieszczano tedy w dniu 13 grudnia gałązki czereśni, wiśni lub wierzby w jakimś naczyniu z wodą. Jeśli zakwitły do Bożego Narodzenia, zapowiadało to szczęście i pomyślność.

Jeszcze na początku 20 wieku dziewczęta i chłopcy sadzili w ziemi obok siebie gałązki czereśni. Czyja gałązka najwcześniej zakwitła, ten ponoć pierwszy wchodził w stan małżeński, czyja zaś była martwa, ten nigdy nie miał stanąć na ślubnym kobiercu.

Według dawnych polskich wierzeń ludowych w dzień św. Łucji wzmagać się miała aktywność czarownic. Wobec tego stosowano różne środki ochronne. Kobiety nie wychodziły z domu po zapadnięciu zmroku, pilnowano małych dzieci w kołyskach, w stajniach i oborach wykładano ciernie i poświęcone zioła, a nad głowami krów wypowiadano ciche zaklęcia -szeptuchy.

 

Literatura

 

J.Pośpiech, Zwyczaje i obrzędy doroczne, Opole 1987

B. Ogrodowska, Zwyczaje, obrzędy i tradycje w Polsce, Warszawa, 1996

Polskie obrzędy i zwyczaje, Warszawa 2004

Mały Słownik  Verbinum, Warszawa 2004

D. Simonides, Folklor Górnego Śląska, Katowice 1989

R. Hryń- Kuśmierek, Zwyczaje i obrzędy Polski, Poznań 1990

Zmieniony ( 09.12.2009. )
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »