|
W październiku 2008 roku
rozważaliśmy na zebraniu stowarzyszenia możliwość zabezpieczenia terenów i
nieruchomości kopalni Julian, po zakończeniu przez nią eksploatacji, na potrzeby
miejskiego centrum, ze szczególnym uwzględnieniem kultury, edukacji , rozrywki
i sportu oraz zachowaniem elementów tradycji górniczej. Sąsiedztwo Bazyliki i
Kalwarii , liceum ogólnokształcącego, aktualnie odnawianego parku, ulicy Bytomskiej
i doskonały dojazd z wszystkich dzielnic czyni to miejsce wymarzonym punktem
spotkań mieszkańców. Miasto w którym nie
można spotkać się na rynku nie tylko w sylwestra, ale bez okazji, bo tam często
coś się dzieje, jest mało ciekawe ,jest punktem na mapie. Centrum, które
obsiadły obiekty kulturalno-rozrywkowe integruje mieszkańców wszystkich
dzielnic miasta. Kultura lubi centrum. Jeśli tego nie ma, samorząd napotyka na
trudności w zarządzaniu miastem, bo dzielnice walczą ze sobą ,zawsze jedna z
nich ma status aktualnie pokrzywdzonej. Przez cały rok temat tzw. centrum miasta był przez nas pilotowany. W maju v-ce prezydent p. Zenon Przywara zorganizował
spotkanie zespołu z architektem.
Zapoznaliśmy go z naszymi oczekiwaniami. Uważnie śledzimy media, szczególnie prasę,
gdyż okazuje się , że to nie tylko nasz problem, a warto podglądać i uczyć się
od większych i bogatszych. Musimy przewidywać na kilka lat do przodu, bo
miejsce może nam ktoś sprzątnąć sprzed nosa ,a fundusze unijne też się pewnego
dnia skończą. Gdy już naprawimy drogi, dokąd nimi pojedziemy? Do Lidla i Biedronki?
11 września 2009 Katowice mocą uchwały
swoich radnych dołączyły do grupy 17 polskich miast, które będą walczyć o tytuł
Europejskiej Stolicy Kultury w 2016 roku. Wrócił jak bumerang problem
katowickiego rynku. Gość Niedzielny z dnia 27.09 pisze tak:" Podczas
zorganizowanego 16 września spotkania
pod hasłem „Kulturalne odsłony Katowic" głos zabrała m.in. prof. Katarzyna
Popiołek, psycholog. Nawiązała do olimpiady w Calgary. Zauważyła, że
wyjątkowość tamtego zdarzenia była zakorzeniona w miejscu: tańczyli Indianie,
przybyła miejscowa ludność -to wszystko wpłynęło na światowy odbiór.- Kiedy
mieszkańcy wyszli na scenę coś zaczęło się dziać. Aby ludzie mogli zaistnieć ,
potrzebny jest rynek- wspólna scena na której wszyscy możemy się spotkać.
Wszystkie ważne miasta Europy mają takie miejsca, o których wiadomo że tam
zawsze coś się dzieje."
Takie miasto przyciąga inwestorów i
potencjalnych mieszkańców. Rosną ceny nieruchomości i działek. Tygodnik
„Polityka" z dnia 3.10 pisze tak
„spośród 10 głównych parametrów decyzji o lokalizacji inwestycji zagranicznych atrakcyjność
kulturalna kraju jest najczęściej na piątym miejscu - tuż po rozmiarach rynku
wewnętrznego i dostępie do rynków trzecich, rozmiarze i kwalifikacjach siły roboczej,
infrastrukturze oraz stabilności politycznej i podatkowej. Pewien amerykański
przedsiębiorca tłumaczył to tak : jeśli coś w Polsce kupię, zbuduję,
sprywatyzuję, to może polecę przeciąć wstęgę. Moi menedżerowie będą tam mieszkać trzy, cztery,
pięć lat . Muszą mieć teatr, operę, filharmonię, balet, jazz, pole golfowe,
dobre restauracje i szkołę dla dziecka.
Kultura nie zaspokaja żadnych potrzeb. Ona je tworzy. Kultura jest
częścią ekonomii, tymczasem u nas jest
wciąż kwalifikowana jako koszt."
Rok temu mówiliśmy o hiszpańskim
mieście Bilbao, które ratując się przed totalnym bankructwem wystawiło gmach
muzeum. Budynek jest zaliczany do najpiękniejszych na świecie. Na 24 tyś. m kw.
powierzchni w 20 salach odbywają się wystawy sztuki nowoczesnej. Muzeum
wpisane swym kształtem w miejsce jest salonem wystawienniczym. Promuje sztukę,
architekturę poprzez wystawy ,programy edukacyjne, inicjatywy badawcze,
publikacje. Aby dzieło lub wyrób
sprzedać trzeba go odpowiednio wyeksponować ,pokazać w dobrym, znanym miejscu, ale za to miejsce trzeba płacić. W
1997 roku tuż po otwarciu muzeum zarobiło
o 148 mln euro więcej niż pochłonęła jego budowa. Zwiedzający muszą też zjeść,
znaleźć hotel i kupić pamiątki.
I znowu „Polityka" z 26.09
---„Wrocław -miasto biedne jak inne-zaczął w latach 90-tych coraz więcej
wydawać na kulturę . Nie dlatego, że prezydent Zdrojewski (...) chciał się
podlizać narcystycznym artystom, tylko dlatego, ze zobaczył w kulturze
inwestycję. Kilkanaście lat temu było to dość ekstrawaganckie.(...) Sądzono, że
Wrocław popadł w rozrzutność albo prezydent lansuje się na wyższą posadę. Po co
wydawać pieniądze na pracę Normana Daviesa nad monografią miasta, skoro można za to odmalować
kamienicę? Po co ściągać do miasta kosztowne festiwale (Wrocław ma ich 50
rocznie !), wystawy, spektakle,
koncerty, gdy drogi są nieprzejezdne, a autobusy się psują? (...) Eksplozja kultury przyciągnęła studentów z
całej południowo-zachodniej Polski-od pogrążonego w marazmie Szczecina po
Katowice, niedawno jeszcze zrośnięte z Krakowem. Wrocław przeskoczył Poznań,
stał się trzecim ośrodkiem akademickim w kraju i dziarsko goni drugi w rankingu
Kraków. W specjalnej strefie ekonomicznej zalęgły się technologiczne fabryki. W
samym mieście wyrosły firmy informatyczne , finansowe, księgowe i pełne młodych
knajpy.(..) Między 2002 a 2008 wydatki kulturalne Wrocławia wzrosły trzykrotnie."
Mrągowo to niewielkie mazurskie
miasto , rozsławione przez odbywający się od prawie trzydziestu lat, w ostatni
weekend lipca Piknik Muzyki Country.
Przez te trzy dni miasto gości ok. 40 tyś. fanów muzyki country, szybkie
motocykle i dziwne samochody. Setki stoisk z żywnością, gadżetami, przepełnione
hotele, pensjonaty i parkingi także w okolicznych wioskach i miasteczkach. Za
parking na łące w noc głównego koncertu
płaci się 20 złotych, bilet na koncert
ponad 100zł i chętnych nie brakuje. Mrągowo poszło za ciosem i swój amfiteatr
wykorzystuje na Festiwal Kultury Kresowej czy Mazurskie Noce Kabaretowe, z
których relacje oglądamy w telewizji. Sponsorzy koncertów są reklamowani na
telebimach i tablicach wokół amfiteatru, a także w przerwach pomiędzy występami przez
konferansjerów. Im większa hojność sponsorów ,tym większe gwiazdy na scenie i
więcej widzów.
Bliskie nam Ustroń i Wisła organizują pikniki
country w lipcu i sierpniu. Ustroń ma amfiteatr zadaszony, co uniezależnia
imprezę od kaprysów pogody, Wisła właśnie zaczęła budowę dachu. Festiwale i pikniki trwają co najmniej 3 dni
(przeważnie od piątku do niedzieli). Towarzyszą im miejskie jarmarki , które
nie tylko żywią przyjezdnych , ale oferują bogatą ofertę miejscowego rzemiosła,
od czapek i kurtek na zimę aż po piece centralnego ogrzewania, fotele z
relaksem, miody „z prądem" , zioła skutecznie odchudzające ale portfele.
W naszych miastach pełno jest
emerytów, którzy nie są niedołężnymi staruszkami. Są to ludzie sprawni, po
prostu pięknie dojrzali. To jedni z głównych odbiorców różnych form kultury. Dyplomanci ekonomicznych uczelni często mają
kłopot z tematem pracy dyplomowej, może ktoś wziąłby „na warsztat" ekonomię
kultury, a może urosłaby z tego praca doktorska? Sukces murowany jeśli
przedstawi konkrety a nie wodolejstwo.
Na zakończenie jeszcze raz „Polityka": „Kultura nie jest bóstwem. Nie
trzeba się do niej modlić. Przyjrzyjcie się jednak kulturze uważniej.
Zobaczycie niedrogą inwestycję o niezłej stopie zwrotu, niezbyt uciążliwą dla
środowiska i służącą reszcie gospodarki".
|