12 maja 2009 roku członkowie Stowarzyszenia „Nasze Piekary” i zaproszeni goście zwiedzali naszą Kalwarię. Oprowadzał nas piekarski przewodnik p. Antoni Potempa , który o Kalwarii wie prawie wszystko.
Kalwaria to miejsce święte, wielki zabytek , miejsce dwóch dużych corocznych pielgrzymek i wielka pamiątka po naszych przodkach. Nie ma chyba osoby pochodzącej z Piekar , która idąc kalwaryjską dróżką nie wspomniałaby dawnych pielgrzymek, swoich dziadków i rodziców kroczących dumnie w takt orkiestry, w bogatych i ciężkich ludowych strojach, niosących umajone figury i sztandary pomimo czasem trzydziestostopniowego upału. Drzewa Kalwarii dawały ożywczy chłód, a trawa koiła pęcherze na nogach ,pozwalała odpocząć . Po głównej Mszy Św. rozsiadano się pod drzewami i wzmacniano siły posiłkiem przyniesionym z domu. Potem matki i babki oprowadzały dzieci po kaplicach i w każdej trzeba było przyklęknąć . Do świętych schodów tzw. „gradusów” trzeba było stać w kolejce. Dopiero potem pozwalano najmłodszym pójść do „bud” z piernikami i odpustowymi cudeńkami. Tutaj nic się nie zmieniło, chłopcy najchętniej kupowali „broń palną i amunicję”, a dziewczynki biżuterię, zezowate lalki i różańce z cukru. Słuchaliśmy opowieści p. Potempy i widać było, że każdy nie tylko słucha ,ale o czymś myśli. Na kalwaryjskim wzgórzu oprócz nas była grupa dzieci, która na rusztowaniach ołtarza urządziła sobie plac zabaw, a przecież to takie samo miejsce jak świątynia czy cmentarz. Wiele obiektów jest rozmyślnie uszkodzonych. W kaplicy Drogi Krzyżowej „Jezus z szat obnażony” jest przepiękna płaskorzeźba, niedawno odnowiona. Nasz przewodnik po wejściu do kaplicy na chwilę zaniemówił, bo płaskorzeźba jest uszkodzona, brutalnie poobijana. Na schodach „gradusach” siedziała młodzież , ale nie miało to nic wspólnego z modlitwą czy zwiedzaniem, raczej z piciem coca-coli i piwa. Zaciekłych wrogów miejsc świętych nigdy nie brakowało, gdyż są one dla nich wyrzutem sumienia . Winę za taki stan rzeczy w pewnej części ponosimy my piekarzanie, bo po prostu Kalwarię zbyt rzadko odwiedzamy. Taki jest los miejsc opuszczonych. Nie wystarczą dni pielgrzymkowe , Wielki Tydzień itd. Odwiedzajmy to miejsce w zwykłe dni modląc się, spacerując czy podziwiając piękno kaplic i przyrody. Zapoznajmy z historią Kalwarii nasze dzieci i młodzież, bo to ich i nasza wiara, dziedzictwo i korzenie. Oni znają już wiele miejsc na świecie ,a o własnym mieście wiedzą mało. Dorośli nie kryją opinii, że Kalwarię dookoła przeszli w dzieciństwie, np. czterdzieści lat temu. Z dewastacją ,z wandalizmem nie poradzi sobie żadna władza. Tu pomoże tylko i wyłącznie obecność ludzi, którzy na dodatek dzisiaj są wyposażeni w takie rekwizyty jak telefony robiące zdjęcia. Wyobraźmy sobie jak wyglądałyby nasze cmentarze , gdybyśmy przychodzili tam raz na kilka lat ??? W tym roku mają się rozpocząć obchody 350-lecia kultu Matki Bożej Piekarskiej, więc tym bardziej jest okazja do odwiedzin.. Nasz przewodnik p. Antoni Potempa jest autorem książki „100 lat Kalwarii w Piekarach Śląskich”, wydanej w 1996 roku. Ta wspaniała praca zawiera rozdział poświęcony fundatorom i robotnikom budującym Kalwarię. Kto nie wspierał finansowo ten pracował, a większość jedno i drugie. Wielkie wrażenie robi kronika budowy: setki nazwisk ,a obok ilość przepracowanych dni. Nasi pradziadkowie przychodzili z okolicznych wiosek, dzisiejszych wszystkich dzielnic piekarskich, z Radzionkowa i Bytomia, nieraz po męczącej pracy, aby przyczynić się do budowy. Piekarska Kalwaria jest piękna w każdej porze roku, uspokaja człowieka, chociaż jest w centrum miasta. Ochrońmy jej świętą ciszę !