|
Redaktor: Monika Wiatowska
|
|
20.04.2010. |
|
Wieczny odpoczynek racz dać Panie ofiarom tragedii pod Smoleńskiem
i pomóż w bólu ich rodzinom.
Straszna wiadomość o katastrofie samolotu sparaliżowała cały
kraj 10 kwietnia 2010 roku. Nie wiadomo co mówić i co myśleć. Takie chwile mówią o kruchości
naszego życia. Nie znamy dnia ani godziny, nie wiemy dlaczego. Wobec śmierci
wszyscy jesteśmy równi. Ludziom
związanym z polityką ,samorządowcom
,często okazujemy wielką niechęć, chociaż sami ich wybieramy. Wiecznie jesteśmy niezadowoleni z tego co
robią. My wszystko zrobilibyśmy inaczej i lepiej. W każdej decyzji doszukujemy się prywaty i drugiego dna, bo często interes
państwa czy gminy koliduje z naszym interesem. Ciągle mało w nas wspólnoty obywatelskiej. Ona
pojawia się tylko przy okazji tragedii narodowej.
Polityk czy samorządowiec nie musi być ładny i grzeczny, ale mądry, przewidujący
i skuteczny. Ciągła krytyka ze strony wyborców może doprowadzić do tego, że ludzie kompetentni i mądrzy będą się
trzymać z dala od list wyborczych. Czy jedynie śmierć , nagła i tragiczna może ukazać osobę publiczną z tej dobrej
strony?
|
|
|
Redaktor: Monika Wiatowska
|
|
29.03.2010. |
|
Nadeszła wiosna. Zniknął z ulic śnieg i lód. Jadę ulicą
Gimnazjalną, mijam budynek Liceum Ogólnokształcącego
im. Króla Jana III Sobieskiego. W
przyszłym roku minie 40 lat, gdy odeszłam stąd ze
świadectwem maturalnym. Szkoła w
remoncie , a mimo to pracuje. Harmonogram
robót imponujący: kompletna termomodernizacja budynku, remont
sali gimnastycznej ,auli, sali audiowizualnej, sanitariatów, wykonanie wejścia dla niepełnosprawnych. Już widać nowe okna i
tynki, piękna oszklona klatka schodowa błyśnie w słońcu. Władze miasta zafundowały lifting matecznikowi piekarskiej inteligencji i to za sumę ponad 3100 000 zł , z czego ¼ to środki własne , a reszta z
EFRR. W 2012 roku budynek szkoły ukończy
80 lat. Aktualnie jest to szkoła trzech
pokoleń: uczniowie, nauczyciele i Piekarski Uniwersytet Trzeciego Wieku. Szkołę można oceniać z różnego punktu
widzenia ,ale najważniejsze kryterium to jej absolwenci. Jest nas już kilka
tysięcy. Ta liczba rośnie z roku na rok. Mało jest dziedzin i miejsc pracy, gdzie nas nie ma : humaniści,
ścisłowcy , inżynierowie, lekarze, duchowni, prawnicy, nauczyciele,
dziennikarze ,naukowcy, prezydenci miast, posłowie itd. Kiedyś
nauka w liceum trwała 4 lata, a więc i więzi miedzy nami i szkołą były
silniejsze.
Na elewacji, po lewej stronie klatki
schodowej jest zegar. Czeka na remont zgodnie z harmonogramem. Zastygł w
bezruchu ze starości, albo biedak nie nadążał. Ludzie mówią ,że dzisiaj czas
tak goni, że nie opłaca się rozbierać choinki. Zegar i dzwonek to najważniejsze urządzenia w
każdej szkole. W czasie odpytywania człowiek wznosi modły, aby ten pierwszy
przyspieszył , a ten drugi zadzwonił. Odwrotna sytuacja jest w czasie klasówki, gdy czeka się na upragnioną ściągę. „Za moich czasów" zdarzało się, że wybawieniem
z
krytycznych sytuacji był koncert.
Raz w miesiącu autobus z Filharmonii Śląskiej przywoził do nas artystów i prelegenta, więc resztę lekcji mieliśmy z
głowy. Szkoła zawsze dbała o to ,aby uczniowie byli w przyszłości nie tylko świetnymi
fachowcami, ale też intelektualistami, tzn. osobnikami, którzy już zawsze będą odczuwać potrzebę nazywaną 2K , co oznacza : książka i kultura.
W czasie koncertu uczniowska starszyzna siedziała na balkonie, bo tam można
było jeść i grać w okręty. Na parterze , w pierwszym rzędzie siedziało grono
profesorskie, a za nimi ciasno na trzeszczących , składanych krzesłach reszta
szkoły. W drzwiach dwóch nauczycieli
omiatało wzrokiem snajpera po połowie sali. Gdy koncert był nudny, można było
ćwiczyć spanie z otwartymi oczami. Co innego, gdy Chopina grał prof. Andrzej Jasiński ,
wychowawca Krystiana Zimermana. Wtedy
nikt nie drzemał i nie ruszał szczęką. Genialna muzyka wyzwolona przez wielki
talent z naszego szkolnego, rozstrojonego zwykle fortepianu radziła sobie z
każdym uchem , nawet tym z drewna. Kiedyś zamiast koncertu gościliśmy teatr
pantomimy. Umiejętności artystów
wywołały w nas taki zachwyt ,że po wyjściu z auli usiłowaliśmy ich
naśladować, co wywołało komentarz ukochanego Wychowawcy, znanego z siły
spokoju i ciętych ripost: „zawsze
mówiłem, że przydałby się tu czasem psychiatra, ale nikt mnie nie słucha".
Wszystkie teatry świata mogą buty czyścić szkolnym
przedstawieniom i nie chodzi mi o jakieś
tam apele czy akademie „ku czci", ale o prawdziwe szkolne „theatrum". Gdy byłam
w pierwszej klasie liceum, jedna z pań polonistek z grupą uczniów postanowiła wystawić sztukę na podstawie powieści Wł.
Reymonta „Chłopi". Przygotowania i próby trwały długo, obsada była
międzyklasowa. Trochę kolegom aktorom
wszyscy zazdrościli, bo wystąpić w stroju wypożyczonym z teatru, w dekoracjach,
przy kolorowych światłach, to nie to samo co klepać wiersz w białej bluzce ,
którego oprócz polonistki nikt nie
słucha. Dzisiaj młodzież na to mówi obciach.
Wreszcie nadszedł dzień
premiery. Szkolne przedstawienie nigdy nie
może zacząć się punktualnie , bo przedtem zawsze coś się urwie, rozerwie, albo
aktor gdzieś się zapodzieje. Wreszcie
kurtyna rozsunęła się i ruszyli. Koledzy grali pięknie i z wielkim
zaangażowaniem . To był ich wielki sukces, natomiast my jako widzowie daliśmy
totalną klapę, bo zachowywaliśmy się nie jak w teatrze, a w cyrku. Im było
tragiczniej na scenie, tym głośniej biliśmy brawo i śmiali się do rozpuku. Jeśli
Reymontowi obce były prawa młodości ,to przewrócił się w grobie ze zdziwienia,
bo nie wiedział ,że dostał Nobla za
komedię. Gdy człowiek jest w wieku przedmaturalnym i nie nosi w sobie rodzinnej
traumy ,to cieszy się byle czym, a najcenniejszą rzeczą jest posiadanie kumpli,
którzy potrafią się wygłupiać. Nam wystarczyło, że zobaczyliśmy kolegów w strojach i charakteryzacji i już ubaw był po pachy. Czy można zapomnieć o takiej szkole,
nawet jeśli jest się już pięknie dojrzałym? Zaczęłam od zegara i o zegarze zakończę.
Wszystkim , którzy dbają o to ,aby nasza szkoła odzyskała
blask, Profesorom i Absolwentom, żyjącym i tym patrzącym
z nieba oraz aktualnym Uczniom dedykuję fragment
wiersza Kornela Makuszyńskiego pod
tytułem: „Rozmowa z zegarem".
Czy też pamiętasz, stary mój zegarze,
Jak w
słońce tarczy twojej patrzył żak
I marzył o tym, o czym ja dziś marzę?
Pamiętasz
jeszcze ? O, tak, o tak, o tak!
Ode dnia do dnia, od chwili do chwili
Żyliśmy życiu mądremu na wspak
Godziny marły, a myśmy liczyli
Szczęście
na wieczność... O, tak, o tak, o tak!
(.............................)
O, jak to dawno, Sokratesie stary!
Złamanym skrzydłem tłucze ślepy ptak...
Serca się psują, psują
się zegary,
Wszystko umiera... O, tak, o tak, o tak!
Ale raz jeszcze przypomnijmy wzloty,
Wracajmy myślą na gwiaździsty szlak!
Cofnij
wskazówki i lećmy w wiek złoty...
Niech żyje młodość ! O, tak, o tak, o tak!
|
|
Zmieniony ( 29.03.2010. )
|
|
|
Redaktor: Monika Wiatowska
|
|
10.03.2010. |
|
W dniu 4 marca 2010
roku w Domu Pielgrzyma miało miejsce
posiedzenie organizowane przez władze miasta, Zarząd Oddziału
Stowarzyszenia Inżynierów i Techników Górnictwa w Bytomiu i Stowarzyszenie
„Nasze Piekary". Celem
posiedzenia było przedstawienie zamierzeń i dotychczasowych osiągnięć grupy
inicjatywnej w zakresie ochrony zabytków techniki i kultury górniczej na
terenie Miasta Piekary Śląskie oraz prezentacja
„Projektu koncepcyjnego zagospodarowania terenów ZG „Piekary" wraz z otoczeniem „ wykonanego
przez architekta dr inż. Romualda
Malinę. Stan aktualny został
przedstawiony w referacie przez inż. Krzysztofa Musza , któremu zawdzięczamy udokumentowanie dla historii w postaci zdjęć obiektów kopalni
„Andaluzja" i „Julian" oraz
inicjatywę zabezpieczenia makiety
kop „Andaluzja" ( znajdowała się
w schronie), która wraz z całym
wyposażeniem pomieszczenia została
przeniesiona do Zespołu Szkół nr 1 przy
ul. Skłodowskiej-Curie. Referatowi
towarzyszyła prezentacja zdjęć obiektów kopalń „Andaluzja „ i „Julian". Zdjęcia te już
są bardzo cenne, te z kopalni „Andaluzja" pokazują obiekty przed wyburzeniem ,
są archiwalne, to już historia naszego miasta . Zakład
Górniczy „Piekary" (d. kopalnia „Julian") znajduje się prawie w centrum
miasta, pracuje, trwa wydobycie , ale
obecnie sytuacje w gospodarce bywają bardzo dynamiczne i musimy być przygotowani na wypadek , gdyby
zdecydowano zakończyć eksploatację. Nasze miasto pod względem urbanistycznym jest
trudne i nietypowe, to taki zlepek kilku miejscowości usadowionych przy drodze
jedna za drugą. Brak nam przestrzeni
publicznych takich jak rynek. Bazylika
stoi przy drodze , nie posiada przedpola. Musimy wszyscy zabiegać o to ,aby
tereny na których obecnie znajduje się ZG „Piekary" po zakończeniu eksploatacji
nie zostały poszatkowane i sprzedane wielu właścicielom ,ale naszemu
miastu. Dr inż. Romuald Malina
przedstawił projekty zagospodarowania tych terenów dla nowego centrum miasta. Z zachowaną
na pamiątkę wieżą szybu kopalni, aż do zakola Brynicy powstałoby nowe centrum z budowlami o charakterze kulturalno-rozrywkowym, handlowym ,
mieszkalnym i futurystyczną sylwetką budynku
dworca planowanej kolei do lotniska w Pyrzowicach. Miasto ma do dyspozycji określony teren i trzeba być przewidującym. Do rozwoju potrzebne są nie
tylko fundusze , ale dobre miejsce.
|
|
|
Redaktor: Monika Wiatowska
|
|
27.01.2010. |
|
Klimat znowu się ocieplił, „co widać , słychać i czuć". Nadeszła
prawdziwa polska zima i zniknął
temat świńskiej grypy .
Siarczysty mróz załatwi też szkodniki na
polach i w ogrodach. Może mniej trzeba będzie do opylania środków chemicznych
i nie będziemy musieli tego jeść. W taką
zimę z domu wychodzi się z konieczności.
Ludzie w podeszłym wieku są
skazani na pomoc innych, bo wyjście z domu , gdy wszędzie śnieg i lód
grozi złamaniami ,a to może być dla nich tragiczne w skutkach. W styczniu, w ten najtrudniejszy dla seniorów czas
obchodzony jest Dzień Babci i
Dziadka. Znów zakręciła się komercja i były kwiatki, czekoladki, kawa i ciastka, laurki
,piosenki, a dla zapomnianych babć i dziadków słona łza, bo tak to bywa ze
świętami.
Media rozpisały się na temat możliwości spędzania przez
emerytów wolnego czasu w uniwersytetach
trzeciego wieku, klubach seniora, domach
dziennego pobytu , bez zaznaczania , że takie możliwości istnieją w miastach i
dużych, prężnych gminach. Muszą też być
stowarzyszenia , które to zorganizują i wolontariusze , którzy poświęcą swój
czas i talent oraz dołożą z własnej kieszeni do interesu (np. na bilety komunikacji lub benzynę , gdy
muszą dojechać). Wszystko jest w
porządku dopóki starsza osoba jest sprawna, potrafi opuścić dom i pozałatwiać
swoje sprawy. Jeśli ma blisko do przystanku,
sklepu, przychodni i kościoła , ma sprawny telefon ,może liczyć na pomoc
chociażby sąsiadów. Telewizja ostatnio
pokazuje los starszych ludzi z wiosek zasypanych śniegiem, gdzie od trzech tygodni nie można podłączyć napięcia.
Opatulona staruszka na pytanie ,czy chce się ewakuować ,nie mówi tak lub
nie, odpowiada pytaniem: a kto mnie weźmie ?
Kubeł zimnej wody
wylewa „Gość Niedzielny" z dnia 24 stycznia w artykule „Rozruszać seniora". Na
Śląsku działa 90 domów opieki społecznej. Pobyt w takim ośrodku powinien być ostatecznością. " Od 2004 roku pobyt
w domu pomocy społecznej jest odpłatny. Kwota
pobytu waha się od 1750 do 3860 zł miesięcznie
na osobę. Emeryt płaci 70 proc.
swoich poborów. Pozostałe 30 proc. to
jego kieszonkowe. Brakującą kwotę
pokrywa rodzina w ramach obowiązku alimentacyjnego. W przypadku gdy dana osoba
nie ma rodziny , bądź jest ona zwolniona
z tego obowiązku - opłatę ponosi gmina. (.....)
Jest to droga forma pomocy. Poza tym mieszkanie z
podobnymi osobami zawsze działa dezaktywująco." Nie nazywajmy domów opieki społecznej
domami spokojnej starości , bo spokojną starość zapewnić może tylko własny dom,
własne mieszkanie. Księża chodzący po
kolędzie i lekarze z wizytami domowymi alarmują , że jest coraz więcej domów ,
w których mieszkają dwie starsze osoby
lub jedna. Rodziny
się rozproszyły, jest bardzo mało domów
wielopokoleniowych. Wyrosłam w takim domu. Do czterdziestego ósmego roku życia mieszkałam
z seniorami : jako dziecko z prababką,
babkami, dziadkiem i rodzicami, później z babką i rodzicami. Zawsze ktoś wymagał opieki. Przerobiliśmy stany po wylewach, zatorach ,
atakach serca. Od najmłodszych lat widziałam co dzieje się z
człowiekiem, który zaczyna się starzeć. Było to dla mnie naturalne, nigdy nie
przerażało, pomagało się i już. Nasz dom tętnił życiem. Po pracy nigdy nie przychodziło się do pustego
domu. Rodzice i Babka to była
instytucja. Starsi ludzie potrafią
bezbłędnie posegregować problemy, które nas często przyprawiają o ból głowy. Z
perspektywy lat i doświadczenia wiedzą ,że nie należy walczyć z tym na co nie
mamy wpływu ,że należy przewidywać ,ale nie przejmować się na zapas. Dom wielopokoleniowy często nie daje mieszkaniowego komfortu,
trzeba się liczyć ze słowami , nie być wścibskim i szanować wzajemnie poczucie
intymności. Jeśli przestrzega się tych
zasad to w takim domu Dzień Matki, Ojca,
Babki, Dziadka i Dziecka trwa cały rok.
Nie każda rodzina dysponuje domem. Rodziny są rozdrobnione. Mieszkają w
różnych dzielnicach , miastach, krajach. Są jednak
takie, że rodzic staruszek do ostatniej
chwili ma się dobrze i umiera we własnym domu, bo rodzina potrafi się dogadać. Rodzice często unoszą się honorem i nie zadają dzieciom pytania : starzejemy
się , co z nami będzie, jak wy to widzicie ???? Do domów opieki społecznej powinni trafiać
ludzie, którzy nie mają nikogo, a jeśli jest rodzina to powinny to być sytuacje
wyjątkowe .
Żyjemy coraz dłużej. Dożycie tzw setki nie jest dzisiaj fenomenem.
Oferta handlowa dotycząca chociażby ubrań
lub butów dla ludzi 55+ jest beznadziejna. Handlowcy nie wiedzą ,że sylwetka człowieka zmienia
się w wieku poprodukcyjnym. Nawet jeśli ktoś jest szczupły i zachował wagę
nastolatka to nie ubierze tego co oferuje większość sklepów, bo w tym wieku wymagana
jest linia klasyczna i stonowane kolory, chyba że na własne życzenie starsza pani lansuje
styl „a la dzidzia-piernik", ale to już jej
wybór.
W pewnym wieku u każdego zaczynają się odzywać różne
dolegliwości i zaczyna się wędrówka po lekarzach. Telewizja pokazuje potężne
kolejki zmęczonych śmiertelnie starszych ludzi , którzy po wielu miesiącach
oczekiwań pragną dostać się do specjalisty.
Jeśli będzie mi dane się zestarzeć
chciałabym ,aby w przychodni rejonowej był mały zespół lekarsko- rehabilitacyjny , który leczyłby
chorobę nazywaną starością i pomagałby mi zachować sprawność fizyczną i
psychiczną jak długo się da. Na starość z większości schorzeń się nie wychodzi,
można je tylko łagodzić i nauczyć się z nimi żyć. Lekarz stawiałby diagnozę ,przepisywał leki i
badania, psycholog przekonał do regularnych ćwiczeń fizycznych u rehabilitanta,
aktywnego życia i jedzenia tego co na kartce napisałaby mi dietetyczka. Na ten
czas musimy to między bajki włożyć. Ten
kto rozwiąże problemy służby zdrowia w
naszym kraju ma zapewnioną sławę i miejsce w panteonie
wielkich postaci. My pacjenci chcielibyśmy leczyć się skutecznie, szybko i za
darmo, a białe fartuchy chcą zarabiać
godziwie, bo jakby na to nie patrzeć , majstrują przy ludzkim zdrowiu i życiu ,a nie przy starym rowerze. Dzisiejsza
medycyna to nie aspiryna i rycyna tylko połączenie nauk medycznych
z elektroniką, informatyką i robotyką, a to kosztuje niewyobrażalnie. Jest jak jest. Aby zachować
sprawność musimy sami dużo się ruszać, bo inaczej wyhodujemy słoninę na brzuchu
i pumeks w kościach. Dzielnicowe domy
kultury organizują aerobiki, cena za godzinę gimnastyki na szkolnej sali gimnastycznej symboliczna , u nas
7 zł. Na początku jest kilkadziesiąt osób,
potem cztery lub pięć. Przyczyna absencji
jest taka, że my po prostu potwornie nie lubimy się zmęczyć . Wymyślamy super teorie ,byle tylko ręce i nogi miały święty
spokój. Nie chce nam się wyjść z domu , lepiej posmarować się maścią i siedzieć przed telewizorem. Jest godz. 18.00 . Na dworze ciemno , śnieg, mróz i temperatura -14 stopni.
Moja koleżanka już czeka. Idziemy poćwiczyć do szkoły, pół kilometra szybkim
krokiem. To już szósty rok . Chodzimy dwa razy w tygodniu. Oby jak najdłużej.
|
|
Zmieniony ( 27.01.2010. )
|
|
|