Uniwersytet Trzeciego Wieku

O Uniwersytecie
Aktualności


Licznik odwiedzin: 26697

Piekary Śląskie
  Logo "Nasze Piekary"
Stowarzyszenie
"Nasze Piekary"
ul. Bytomska 105
41-940 Piekary Śląskie
NIP: 498-022-44-88
REGON:278233770

Archiwum Wiadomości

Stowarzyszenie Nasze Piekary
Uniwersytet Trzeciego Wieku
Aktualności
Czterolatek i wielka woda. PDF Drukuj Email
Redaktor: Monika Wiatowska   
21.05.2010.

Pogoda  u nas bywała ładna, brzydka, beznadziejna ,ale rzadko apokaliptycznie groźna.Jak podaje prasa, od  30 kwietnia nie mieliśmy ani jednego dnia bez deszczu.

Nad  Europą wisi chmura wulkanicznego pyłu  i  też robi swoje.  Z  przyrodą  nie ma  żartów , potrafi w trzy dni nauczyć człowieka pokory.

W atmosferze  powodzi i strachu  Piekarski Uniwersytet Trzeciego Wieku , 19 maja, kończył czwarty rok działalności. Nasze  Stowarzyszenie otrzymało zaproszenie na tę miłą uroczystość, która odbyła się w Spółdzielczym Domu Kultury , przy ulicy Kazimierza   Wielkiego.  Pan Prezydent Stanisław Korfanty, Radni i nasz zarząd gratulowali  Samorządowi Uniwersytetu,  na czele z p. dr Marią Wojszczyk  owocnej działalności.

Uniwersytet ma się nie tylko dobrze,  ale coraz  lepiej , a to świadczy o tym jak bardzo jest potrzebny. To duża ,prężna placówka edukacyjno-kulturalna  dla ludzi w wieku 50+.

Uczestnicy uczą się języków obcych, obsługi komputera, działa sekcja turystyczna, gimnastyki  relaksacyjnej , plastyki, psychologii.  Prof. Leszek Kołakowski napisał kiedyś zbiór przykazań dla seniorów , których należy się trzymać, aby nie stać się smutnym i zgorzkniałym. Zacytuję  niektóre z nich :   1) Mieć przyjaciół  2) Chcieć niezbyt wiele   3)Wyzwolić się z  kultu młodości 4)Cieszyć się pięknem  5)Nie dbać o sławę   6)Nie  mieć  pretensji do świata  7)Mierzyć siebie swoją własną miarą  7)Zrozumieć  świat  8)Iść na kompromisy ze sobą i światem 9)Nie szukać szczęścia  10) Z zasady ufać ludziom  11) Nie skarżyć się na życie. 

Po tym jak Uczestnicy Uniwersytetu gorąco dziękowali Samorządowi i prowadzącym zajęcia nie ulega wątpliwości ,że w Piekarskim Uniwersytecie Trzeciego Wieku  jest realizowane  to o czym mówi prof. Kołakowski.

Większość Uczestników  tej placówki to panie, panów bardzo mało.  Może należałoby stworzyć sekcje, które zainteresowałyby męską  część piekarskiej społeczności ?      

Zmieniony ( 21.05.2010. )
 
Wieczny odpoczynek racz Im dać Panie! PDF Drukuj Email
Redaktor: Monika Wiatowska   
20.04.2010.

Wieczny odpoczynek racz dać Panie ofiarom tragedii pod Smoleńskiem i pomóż  w bólu ich rodzinom.  

Straszna wiadomość o katastrofie samolotu sparaliżowała cały kraj 10 kwietnia 2010 roku. Nie wiadomo co mówić  i co myśleć. Takie chwile mówią o kruchości naszego życia. Nie znamy dnia ani godziny, nie wiemy dlaczego.   Wobec śmierci wszyscy jesteśmy równi.  Ludziom związanym z polityką ,samorządowcom ,często okazujemy wielką niechęć, chociaż sami ich wybieramy. Wiecznie jesteśmy  niezadowoleni z tego co robią. My wszystko zrobilibyśmy inaczej i lepiej. W każdej decyzji  doszukujemy się  prywaty i drugiego dna, bo często interes państwa czy gminy koliduje z naszym  interesem.  Ciągle mało w nas wspólnoty obywatelskiej. Ona pojawia się  tylko przy okazji tragedii  narodowej.  Polityk czy samorządowiec nie musi być ładny i grzeczny, ale mądry, przewidujący i skuteczny. Ciągła krytyka ze strony wyborców może doprowadzić do tego, że ludzie  kompetentni i mądrzy będą się trzymać z dala od list wyborczych. Czy jedynie śmierć , nagła i tragiczna  może ukazać osobę publiczną z tej dobrej strony?  

 
Nasza-szkoła.hej!!! PDF Drukuj Email
Redaktor: Monika Wiatowska   
29.03.2010.

Nadeszła wiosna. Zniknął z ulic śnieg i lód. Jadę ulicą Gimnazjalną, mijam budynek Liceum  Ogólnokształcącego im. Króla  Jana III Sobieskiego. W przyszłym  roku  minie 40 lat, gdy odeszłam stąd ze świadectwem maturalnym.  Szkoła w remoncie , a mimo to pracuje. Harmonogram  robót  imponujący:  kompletna termomodernizacja budynku, remont sali gimnastycznej ,auli, sali audiowizualnej, sanitariatów, wykonanie wejścia  dla niepełnosprawnych. Już widać nowe okna i tynki, piękna oszklona klatka schodowa błyśnie w słońcu. Władze miasta  zafundowały lifting matecznikowi  piekarskiej  inteligencji  i to za sumę ponad 3100 000 zł , z czego ¼  to środki własne , a  reszta  z  EFRR. W 2012 roku budynek szkoły ukończy 80 lat. Aktualnie jest to szkoła  trzech pokoleń: uczniowie, nauczyciele  i  Piekarski Uniwersytet Trzeciego Wieku.  Szkołę można oceniać z różnego punktu widzenia ,ale najważniejsze kryterium to jej absolwenci. Jest nas już kilka tysięcy. Ta liczba rośnie z roku na rok. Mało jest dziedzin  i miejsc pracy, gdzie nas nie ma : humaniści, ścisłowcy , inżynierowie, lekarze, duchowni, prawnicy, nauczyciele, dziennikarze ,naukowcy, prezydenci miast,    posłowie itd.  Kiedyś  nauka w liceum trwała 4 lata, a więc i więzi miedzy nami i szkołą były silniejsze.

Na elewacji, po lewej stronie klatki schodowej jest zegar. Czeka na remont zgodnie z harmonogramem. Zastygł w bezruchu ze starości, albo biedak nie nadążał. Ludzie mówią ,że dzisiaj czas tak goni, że nie opłaca się rozbierać choinki.  Zegar i dzwonek to najważniejsze urządzenia w każdej szkole. W czasie odpytywania człowiek wznosi modły, aby ten pierwszy przyspieszył , a ten drugi zadzwonił. Odwrotna sytuacja jest w  czasie  klasówki, gdy czeka  się na upragnioną ściągę.  „Za moich czasów" zdarzało się, że wybawieniem  z  krytycznych sytuacji był  koncert. Raz w miesiącu autobus z Filharmonii Śląskiej przywoził do nas artystów  i prelegenta, więc resztę lekcji mieliśmy z głowy. Szkoła zawsze dbała o to ,aby uczniowie byli w przyszłości nie tylko świetnymi fachowcami, ale też intelektualistami, tzn. osobnikami, którzy  już zawsze będą odczuwać potrzebę  nazywaną 2K , co oznacza : książka i kultura. W czasie koncertu uczniowska starszyzna siedziała na balkonie, bo tam można było jeść i grać w okręty. Na parterze , w pierwszym rzędzie siedziało grono profesorskie, a za nimi ciasno na trzeszczących , składanych krzesłach reszta szkoły. W drzwiach  dwóch nauczycieli omiatało wzrokiem snajpera po połowie sali. Gdy koncert był nudny, można było ćwiczyć spanie z otwartymi oczami. Co innego, gdy  Chopina grał prof. Andrzej Jasiński , wychowawca  Krystiana Zimermana. Wtedy nikt nie drzemał i nie ruszał szczęką. Genialna muzyka wyzwolona przez wielki talent z naszego szkolnego, rozstrojonego zwykle fortepianu radziła sobie z każdym  uchem , nawet tym z drewna.  Kiedyś zamiast koncertu gościliśmy teatr pantomimy. Umiejętności  artystów wywołały  w nas taki zachwyt ,że  po wyjściu z auli usiłowaliśmy ich naśladować, co wywołało komentarz ukochanego Wychowawcy, znanego z siły spokoju  i ciętych ripost: „zawsze mówiłem, że przydałby się tu czasem psychiatra, ale nikt mnie nie słucha". 

Wszystkie teatry świata mogą buty czyścić szkolnym przedstawieniom  i nie chodzi mi o jakieś tam apele czy akademie „ku czci", ale o prawdziwe szkolne „theatrum". Gdy byłam w pierwszej klasie liceum, jedna z pań polonistek z grupą uczniów postanowiła  wystawić sztukę na podstawie powieści Wł. Reymonta „Chłopi". Przygotowania i próby trwały długo, obsada była międzyklasowa. Trochę  kolegom aktorom wszyscy zazdrościli, bo wystąpić w stroju wypożyczonym z teatru, w dekoracjach, przy kolorowych światłach, to nie to samo co klepać wiersz w białej bluzce , którego oprócz  polonistki nikt nie słucha. Dzisiaj młodzież na to mówi obciach.  

Wreszcie nadszedł dzień premiery.  Szkolne przedstawienie nigdy nie może zacząć się punktualnie , bo przedtem zawsze coś się urwie, rozerwie, albo aktor gdzieś się zapodzieje.    Wreszcie kurtyna rozsunęła się i ruszyli. Koledzy grali pięknie i z wielkim zaangażowaniem . To był ich wielki sukces, natomiast my jako widzowie daliśmy totalną klapę, bo zachowywaliśmy się nie jak w teatrze, a w cyrku. Im było tragiczniej na scenie, tym głośniej biliśmy brawo i śmiali się do rozpuku. Jeśli Reymontowi obce były prawa młodości ,to przewrócił się w grobie ze zdziwienia, bo nie wiedział ,że  dostał Nobla za komedię. Gdy człowiek jest w wieku przedmaturalnym i nie nosi w sobie rodzinnej traumy ,to cieszy się byle czym, a najcenniejszą rzeczą jest posiadanie kumpli, którzy potrafią się wygłupiać. Nam wystarczyło, że  zobaczyliśmy kolegów w strojach  i charakteryzacji  i już ubaw był po pachy.        Czy można zapomnieć o takiej szkole, nawet jeśli jest się już pięknie dojrzałym?  Zaczęłam od zegara i o zegarze zakończę.

Wszystkim , którzy dbają o to ,aby nasza szkoła odzyskała blask,  Profesorom  i  Absolwentom,  żyjącym  i  tym patrzącym z nieba oraz aktualnym Uczniom dedykuję  fragment wiersza Kornela Makuszyńskiego  pod tytułem:  „Rozmowa z zegarem".                                       

Czy też pamiętasz, stary mój zegarze,                                                                                           

Jak w słońce tarczy twojej patrzył żak                                                                                           

I marzył o tym, o czym ja dziś marzę?                                                                                                                

Pamiętasz jeszcze ?         O, tak, o tak, o tak!

 

Ode dnia do dnia, od chwili do chwili

Żyliśmy  życiu  mądremu na wspak

Godziny marły, a myśmy liczyli

Szczęście na wieczność... O, tak, o tak, o tak!

         (.............................)

O, jak to dawno, Sokratesie stary!

Złamanym skrzydłem tłucze ślepy ptak...

Serca się psują, psują się zegary,                          

Wszystko umiera...          O, tak, o tak, o tak!

 

Ale raz jeszcze przypomnijmy wzloty, 

Wracajmy myślą na gwiaździsty szlak!

Cofnij wskazówki i lećmy w wiek złoty...

Niech żyje młodość !        O, tak, o tak, o tak! 

Zmieniony ( 29.03.2010. )
 
Kto dba, ten ma ! PDF Drukuj Email
Redaktor: Monika Wiatowska   
10.03.2010.

W dniu 4 marca 2010  roku  w Domu Pielgrzyma  miało miejsce  posiedzenie organizowane przez władze miasta, Zarząd Oddziału Stowarzyszenia Inżynierów i Techników Górnictwa w Bytomiu  i  Stowarzyszenie  „Nasze Piekary".    Celem posiedzenia było przedstawienie zamierzeń i dotychczasowych osiągnięć grupy inicjatywnej w zakresie ochrony zabytków techniki i kultury górniczej na terenie Miasta Piekary Śląskie oraz prezentacja  „Projektu koncepcyjnego zagospodarowania terenów  ZG „Piekary" wraz  z otoczeniem „  wykonanego  przez  architekta dr inż. Romualda Malinę.  Stan aktualny został przedstawiony w  referacie przez  inż. Krzysztofa  Musza , któremu zawdzięczamy  udokumentowanie dla historii  w postaci zdjęć obiektów  kopalni  „Andaluzja"  i  „Julian" oraz  inicjatywę  zabezpieczenia  makiety    kop „Andaluzja" ( znajdowała się w schronie),  która wraz z całym wyposażeniem  pomieszczenia została przeniesiona do  Zespołu Szkół nr 1 przy ul. Skłodowskiej-Curie.  Referatowi towarzyszyła  prezentacja zdjęć  obiektów  kopalń „Andaluzja „ i „Julian". Zdjęcia te już są bardzo cenne, te z kopalni „Andaluzja" pokazują obiekty przed wyburzeniem , są archiwalne, to  już historia  naszego miasta .  Zakład  Górniczy „Piekary" (d. kopalnia „Julian") znajduje się prawie w centrum miasta, pracuje,  trwa wydobycie , ale obecnie sytuacje w gospodarce bywają bardzo dynamiczne  i musimy być przygotowani na wypadek , gdyby zdecydowano zakończyć eksploatację.  Nasze miasto pod względem urbanistycznym jest trudne i nietypowe, to taki zlepek kilku miejscowości usadowionych przy drodze jedna za drugą.  Brak nam przestrzeni publicznych takich jak rynek.  Bazylika stoi przy drodze , nie posiada przedpola. Musimy wszyscy zabiegać o to ,aby tereny na których obecnie znajduje się ZG „Piekary" po zakończeniu eksploatacji nie zostały poszatkowane i sprzedane wielu właścicielom  ,ale naszemu  miastu.  Dr inż. Romuald Malina przedstawił projekty zagospodarowania tych terenów dla nowego centrum miasta.   Z  zachowaną na pamiątkę wieżą szybu kopalni, aż do zakola Brynicy powstałoby nowe centrum  z  budowlami o charakterze  kulturalno-rozrywkowym, handlowym , mieszkalnym i futurystyczną sylwetką budynku  dworca planowanej kolei do lotniska w Pyrzowicach.  Miasto ma do dyspozycji określony  teren i trzeba być  przewidującym. Do rozwoju potrzebne są nie tylko fundusze , ale dobre miejsce.                                      

 
Starość nie radość ? PDF Drukuj Email
Redaktor: Monika Wiatowska   
27.01.2010.

Klimat znowu się ocieplił, „co widać , słychać i czuć".  Nadeszła  prawdziwa  polska zima i zniknął temat       świńskiej grypy . Siarczysty  mróz załatwi też szkodniki na polach i w ogrodach. Może mniej trzeba będzie do opylania środków chemicznych i nie będziemy musieli tego jeść.  W taką zimę z domu wychodzi się z konieczności.  Ludzie  w podeszłym wieku są skazani na pomoc innych, bo wyjście z domu , gdy wszędzie śnieg  i  lód grozi złamaniami ,a to może być dla nich tragiczne w skutkach.  W styczniu, w ten najtrudniejszy dla seniorów  czas  obchodzony  jest Dzień Babci i Dziadka. Znów zakręciła się komercja i były kwiatki, czekoladki, kawa i ciastka, laurki ,piosenki, a dla zapomnianych babć i dziadków słona łza, bo tak to bywa ze świętami.

Media rozpisały się na temat możliwości spędzania przez emerytów  wolnego czasu w uniwersytetach trzeciego wieku, klubach  seniora, domach dziennego pobytu , bez zaznaczania , że takie możliwości istnieją w miastach i dużych,  prężnych gminach. Muszą też być stowarzyszenia , które to zorganizują i wolontariusze , którzy poświęcą swój czas i talent oraz dołożą z własnej kieszeni do  interesu  (np. na bilety komunikacji lub benzynę , gdy muszą dojechać).  Wszystko jest w porządku dopóki starsza osoba jest sprawna, potrafi opuścić dom i pozałatwiać swoje sprawy. Jeśli ma blisko  do przystanku, sklepu, przychodni i kościoła , ma sprawny telefon ,może liczyć na pomoc chociażby sąsiadów.  Telewizja ostatnio pokazuje los starszych ludzi z wiosek zasypanych śniegiem, gdzie od trzech  tygodni nie można podłączyć napięcia. Opatulona staruszka na pytanie ,czy chce się ewakuować ,nie  mówi tak lub  nie, odpowiada pytaniem: a kto mnie weźmie ?      

Kubeł zimnej wody  wylewa  „Gość  Niedzielny" z dnia 24 stycznia  w artykule „Rozruszać seniora". Na Śląsku działa 90 domów opieki społecznej. Pobyt w takim ośrodku powinien być  ostatecznością. " Od 2004 roku pobyt w domu pomocy społecznej jest odpłatny.  Kwota pobytu waha się od 1750 do 3860 zł miesięcznie  na osobę.  Emeryt płaci 70 proc. swoich poborów.  Pozostałe 30 proc.  to  jego kieszonkowe.  Brakującą kwotę pokrywa rodzina w ramach obowiązku alimentacyjnego. W przypadku gdy dana osoba nie ma rodziny , bądź  jest ona zwolniona z tego obowiązku - opłatę ponosi gmina. (.....)   Jest to droga forma pomocy. Poza tym mieszkanie  z  podobnymi osobami zawsze działa dezaktywująco."       Nie nazywajmy domów opieki społecznej domami spokojnej starości , bo spokojną starość zapewnić może tylko własny dom, własne mieszkanie.  Księża chodzący po kolędzie i lekarze z wizytami domowymi alarmują , że jest coraz więcej domów , w których mieszkają  dwie starsze osoby lub jedna.  Rodziny  się rozproszyły, jest bardzo mało domów  wielopokoleniowych.    Wyrosłam w takim domu.  Do czterdziestego ósmego roku życia mieszkałam z seniorami : jako dziecko z  prababką, babkami, dziadkiem i rodzicami, później z babką i rodzicami.  Zawsze ktoś wymagał opieki.  Przerobiliśmy stany po wylewach, zatorach ,  atakach serca. Od najmłodszych lat widziałam co dzieje się z człowiekiem, który zaczyna się starzeć. Było to dla mnie naturalne, nigdy nie przerażało, pomagało się i już. Nasz dom tętnił życiem.  Po pracy nigdy nie przychodziło się do pustego domu.  Rodzice i Babka to była instytucja.  Starsi ludzie potrafią bezbłędnie posegregować problemy, które nas często przyprawiają o ból głowy.   Z perspektywy lat i doświadczenia wiedzą ,że nie należy walczyć z tym na co nie mamy wpływu ,że należy przewidywać ,ale nie przejmować się na zapas.   Dom wielopokoleniowy  często nie daje mieszkaniowego komfortu, trzeba się liczyć ze słowami , nie być wścibskim i szanować wzajemnie poczucie intymności.  Jeśli przestrzega się tych zasad to w takim domu  Dzień Matki, Ojca, Babki, Dziadka i Dziecka trwa cały rok.    Nie każda rodzina dysponuje domem. Rodziny są rozdrobnione. Mieszkają w różnych dzielnicach , miastach, krajach.   jednak  takie, że rodzic staruszek do ostatniej chwili ma się dobrze i umiera we własnym domu, bo rodzina potrafi się dogadać.   Rodzice często unoszą się honorem  i nie zadają dzieciom pytania : starzejemy się , co z nami będzie, jak wy to widzicie ????    Do domów opieki społecznej powinni trafiać ludzie, którzy nie mają nikogo, a jeśli jest rodzina to powinny to być sytuacje wyjątkowe . 

Żyjemy coraz   dłużej.  Dożycie tzw setki nie jest dzisiaj fenomenem. Oferta handlowa dotycząca chociażby ubrań  lub butów dla ludzi  55+  jest beznadziejna.  Handlowcy nie wiedzą ,że sylwetka człowieka zmienia się w wieku poprodukcyjnym. Nawet jeśli ktoś jest szczupły i zachował wagę nastolatka to nie ubierze tego co oferuje większość sklepów, bo w tym wieku wymagana jest linia klasyczna i stonowane kolory, chyba  że na własne życzenie starsza pani lansuje styl „a la  dzidzia-piernik", ale to już jej wybór.        

W pewnym wieku u każdego zaczynają się odzywać różne dolegliwości i zaczyna się wędrówka po lekarzach. Telewizja pokazuje potężne kolejki zmęczonych śmiertelnie starszych ludzi , którzy po wielu miesiącach oczekiwań pragną dostać się do specjalisty.  Jeśli będzie mi dane się zestarzeć  chciałabym ,aby w przychodni rejonowej był  mały zespół lekarsko- rehabilitacyjny , który leczyłby chorobę nazywaną starością i pomagałby mi zachować sprawność fizyczną i psychiczną jak długo się da. Na starość z większości schorzeń się nie wychodzi, można je tylko łagodzić i nauczyć się z nimi żyć.  Lekarz stawiałby diagnozę ,przepisywał leki i badania, psycholog przekonał do regularnych ćwiczeń fizycznych u rehabilitanta, aktywnego życia i jedzenia tego co na kartce napisałaby mi dietetyczka. Na ten czas musimy to między bajki włożyć.  Ten kto rozwiąże problemy  służby zdrowia w naszym kraju  ma  zapewnioną sławę i miejsce w panteonie wielkich postaci. My pacjenci chcielibyśmy leczyć się skutecznie, szybko  i  za darmo, a białe  fartuchy chcą zarabiać godziwie, bo jakby na to nie patrzeć , majstrują  przy ludzkim zdrowiu  i życiu ,a nie przy starym rowerze.  Dzisiejsza  medycyna to nie aspiryna i rycyna tylko połączenie  nauk  medycznych  z elektroniką, informatyką  i  robotyką, a to kosztuje  niewyobrażalnie.    Jest jak jest.   Aby zachować sprawność musimy sami dużo się ruszać, bo inaczej wyhodujemy słoninę na brzuchu i pumeks w kościach.  Dzielnicowe domy kultury organizują aerobiki, cena za godzinę gimnastyki na  szkolnej sali gimnastycznej symboliczna , u nas 7 zł.  Na początku jest kilkadziesiąt osób, potem cztery lub pięć.  Przyczyna absencji jest taka, że my po prostu potwornie nie  lubimy się zmęczyć .  Wymyślamy  super teorie ,byle tylko ręce i nogi miały święty spokój.  Nie chce nam się wyjść  z domu , lepiej posmarować  się maścią i siedzieć przed  telewizorem.     Jest  godz. 18.00 . Na dworze  ciemno , śnieg, mróz  i  temperatura  -14 stopni.  Moja koleżanka już czeka. Idziemy poćwiczyć do szkoły, pół kilometra szybkim krokiem. To już szósty rok . Chodzimy dwa razy w tygodniu. Oby jak najdłużej.   

Zmieniony ( 27.01.2010. )
 
««  start « poprz. 1 2 nast.  » koniec »»

Pozycje :: 1 - 9 z 10